Opowiadając osobom postronnym historię swojego życia spotykam się z wieloma różnymi reakcjami. Niemała liczba przyjaciół, siedem przeprowadzek, trzy przedszkola, pięć szkół.
To wszystko (i trochę więcej) udało mi się odhaczyć w ciągu swojego osiemnastoletniego życia. I chociaż na mnie te fakty nie robią już specjalnego wrażenia, to wiem, że jest wiele osób, które na myśl o tym dostają dreszczy.
Pewnie, na początku nie było łatwo. Jak myślicie co może czuć kilkuletnie dziecko które musi opuścić miejsce w którym się wychowało. Opuścić je raz, drugi, trzeci...
Szczerze mówiąc nie pamiętam. Człowiek z reguły nie lubi roztrząsać tego co dla niego nieprzyjemne. Dlatego nauczyłam się sobie z tym radzić. Mam wrażenie, że nic nie potrafi już "zrobić na mnie wrażenia".
Szczerze mówiąc nie pamiętam. Człowiek z reguły nie lubi roztrząsać tego co dla niego nieprzyjemne. Dlatego nauczyłam się sobie z tym radzić. Mam wrażenie, że nic nie potrafi już "zrobić na mnie wrażenia".
Wydaje się, że ma to same plusy. Nieprawdaż? Kto nie chciałby być w stanie odnaleźć się w każdym towarzystwie? Na swój sposób nawet nieźle się w nie wpasować. Spakować całe mieszkanie i urządzić kolejne od podstaw w 24 godziny? To dla mnie żaden problem. Być może nawet to, że tak dobrze odnajduję się w terenie jest tylko jednym z kolejnych przystosowań. Zapewne dla wielu powyższe zdania zabrzmiały jak drobne przechwałki. Z definicji jednak powinny być one czymś, z czego jesteśmy wyjątkowo dumni. Ja nie jestem. Bo czy kameleon czuje się wyjątkowo zdolny zmieniając kolor? Wydaje mi się, że gdyby umiał mówić powiedział by, że jest to dla niego "chleb powszedni".
Dla mnie natomiast są w nim właśnie zmiany. Zakorzeniły się one we mnie na tyle, że nie potrafię dłużej bez nich wytrzymać. Zwyczajnie nudzę się i kręcę w poszukiwaniu nowych wrażeń. Szukając czegoś, czego nie potrafię nazwać. Mogłabym się założyć, że wiele osób w tym momencie powiedziałoby: "Wow to świetnie! Czemu ta dziewczyna narzeka? Przecież to świetne chcieć próbować w życiu wciąż czegoś nowego!" Świetnie pod warunkiem, że próbujesz nowych rzeczy przy tym dając radę niektóre pokochać. W moim przypadku ten mechanizm działa odrobinę inaczej. Nazwałabym to "syndromem ucieczki". Za każdym razem kiedy za bardzo się w coś angażuję w głowie zapala mi się jakby czerwona lampka i natychmiastowo to zostawiam. Nie ma znaczenia, czy sa to ludzie, pasje czy przedmioty. Zasada jest taka: nie wolno przywyknąć bo może zaboleć.
No dobra, trochę sobie ponarzekałam. Tak czy siak, przeszłości nie da się zmienić. Dlatego, może warto ugryźć temat z trochę innej strony. Nikt w końcu nie lubi ponuraków ;>
A więc plusy? Na 100% nie mogę siebie nazwać materialistką. W końcu nowy smartfon to tylko kolejny nowy smartfon. Ponadto ciągoty do wymyślania nowości są raczej przydatne. Słyszałam, że niektórzy nazywają to kreatywność. A przecież nic nie może zaskoczyć nas bardziej niż nasza wyobraźnia.
A więc plusy? Na 100% nie mogę siebie nazwać materialistką. W końcu nowy smartfon to tylko kolejny nowy smartfon. Ponadto ciągoty do wymyślania nowości są raczej przydatne. Słyszałam, że niektórzy nazywają to kreatywność. A przecież nic nie może zaskoczyć nas bardziej niż nasza wyobraźnia.




