niedziela, 26 lipca 2015

Dlaczego zmiany nie są fajne?




Opowiadając osobom postronnym historię swojego życia spotykam się z wieloma różnymi reakcjami. Niemała liczba przyjaciół, siedem przeprowadzek, trzy przedszkola, pięć szkół.
To wszystko (i trochę więcej) udało mi się odhaczyć w ciągu swojego osiemnastoletniego życia. I chociaż na mnie te fakty nie robią już specjalnego wrażenia, to wiem, że jest wiele osób, które na myśl o tym dostają dreszczy.
Pewnie, na początku nie było łatwo. Jak myślicie co może czuć kilkuletnie dziecko które musi opuścić miejsce w którym się wychowało. Opuścić je raz, drugi, trzeci...
Szczerze mówiąc nie pamiętam. Człowiek z reguły nie lubi roztrząsać tego co dla niego nieprzyjemne. Dlatego nauczyłam się sobie z tym radzić. Mam wrażenie, że nic nie potrafi już "zrobić na mnie wrażenia".

Wydaje się, że ma to same plusy. Nieprawdaż? Kto nie chciałby być w stanie odnaleźć się w każdym towarzystwie? Na swój sposób nawet nieźle się w nie wpasować. Spakować całe mieszkanie i urządzić kolejne od podstaw w 24 godziny? To dla mnie żaden problem. Być może nawet to, że tak dobrze odnajduję się w terenie jest tylko jednym z kolejnych przystosowań. Zapewne dla wielu powyższe zdania zabrzmiały jak drobne przechwałki. Z definicji jednak powinny być one czymś, z czego jesteśmy wyjątkowo dumni. Ja nie jestem. Bo czy kameleon czuje się wyjątkowo zdolny zmieniając kolor? Wydaje mi się, że gdyby umiał mówić powiedział by, że jest to dla niego "chleb powszedni".

Dla mnie natomiast są w nim właśnie zmiany. Zakorzeniły się one we mnie na tyle, że nie potrafię dłużej bez nich wytrzymać. Zwyczajnie nudzę się i kręcę w poszukiwaniu nowych wrażeń. Szukając czegoś, czego nie potrafię nazwać. Mogłabym się założyć, że wiele osób w tym momencie powiedziałoby: "Wow to świetnie! Czemu ta dziewczyna narzeka? Przecież to świetne chcieć próbować w życiu wciąż czegoś nowego!" Świetnie pod warunkiem, że próbujesz nowych rzeczy przy tym dając radę niektóre pokochać. W moim przypadku ten mechanizm działa odrobinę inaczej. Nazwałabym to "syndromem ucieczki". Za każdym razem kiedy za bardzo się w coś angażuję w głowie zapala mi się jakby czerwona lampka i natychmiastowo to zostawiam. Nie ma znaczenia, czy sa to ludzie, pasje czy przedmioty. Zasada jest taka: nie wolno przywyknąć bo może zaboleć.

No dobra, trochę sobie ponarzekałam. Tak czy siak, przeszłości nie da się zmienić. Dlatego, może warto ugryźć temat z trochę innej strony. Nikt w końcu nie lubi ponuraków ;>
A więc plusy? Na 100% nie mogę siebie nazwać materialistką. W końcu nowy smartfon to tylko kolejny nowy smartfon. Ponadto ciągoty do wymyślania nowości są raczej przydatne. Słyszałam, że niektórzy nazywają to kreatywność. A przecież nic nie może zaskoczyć nas bardziej niż nasza wyobraźnia.

sobota, 11 lipca 2015

Prawie jak w domu, czyli melodie pod namiotem

Festiwale to nie tylko słynny Opener czy Orange Warsaw. Wiadomo, że na pewno bym im nie odmówiła. Jednak, jak to mówią 'z braku laku dobry kit'. Dlatego zgodnie z mantrą 'w końcu są wakacje' postanowiłam wyruszyć na spontaniczną wycieczkę. Uzbrojona w koc, namiot i szczoteczkę do zębów dałam się wsadzić w pociąg. Kierunek Lubiąż i Slot Art Festival. Warsztaty, inspirujący ludzie i muzyka w otoczeniu murów starego klasztoru. Czego chcieć więcej?




Nie będę jednak oszukiwać, że sam festiwal był tym na czym zależało mi najbardziej. Bez wstydu przyznaję, że do podróży przekonało mnie (poza pewną szaloną fan girl) najoryginalniejsze polskie trio muzyczne. Domowe Melodie. Zespół, który kilkakrotnie przewinął się w moim życiu za sprawą moich znajomych. Jednak ostatnio dziwnym zbiegiem okoliczności postanowiłam zabrać się do przesłuchania ich utworów. Nie wiedziałam jednak, że wpadnę po uszy. Wszystkich, których nie przeraża skumulowany smutek, radość, kreatywność, multum instrumentów i orgazm słuchowy, odsyłam do głośników. Przecież doznań nie da się opisać słowami.



środa, 8 lipca 2015

Krótko i na temat- sposoby na to jak przeżyć wakacje

Cały rok z utęsknieniem czekałam na TE upragnione dwa miesiące. A kiedy w końcu nadeszły po tygodniu stwierdziłam, że nie mam co robić i już mam ich dosyć. W końcu co można robić z tak nieograniczoną ilością czasu? I tu pojawia się niespodzianka. Jeśli się nad tym zastanowić to pomysłów jest wiele.

1. Odkryj swoje miasto na nowo.
Wielu z nas w ciągu całej reszty 10 miesięcy nie ma zbyt wiele czasu, a nawet i ochoty na to aby odwiedzić nowe miejsca nawet jeśli są one stosunkowo niedaleko. A szkoda! Czasem sami możemy się zdziwić jak wiele zmienia się wokół nas. Warto więc je wyszukać i 'przetestować'.

2. Znajdź w sobie pasję.
Szycie, wypieki, taniec, kolekcjonowanie znaczków od zawsze było twoim marzeniem? Wykorzystaj wakacyjny czas na rozwinięcie swoich ukrytych talentów. W końcu kto wie, może czyha w tobie kolejny master chef? <mnie na pewno czeka robota w reklamie>

3. Zainwestuj w myślenie.
Nie ma lepszego momentu na nadrobienie zaległości kulturalnych. Możesz bez wyrzutów obejrzeć ciekawy film, przeczytać dobrą książkę i odwiedzić muzea. Obawy o nie wykonaną pracę zostawiamy za sobą, jeszcze zdążymy się nimi znudzić przez resztę roku.

4. Zmień swoje otoczenie.
Najbardziej oklepany, jednak zawsze sprawdzony pomysł na wakacje. Wyjedź gdzieś. Ostrzegam, braki w budżecie nie są wytłumaczeniem. Nasz portfel wcale nie musi być wypełniony po brzegi, żeby zobaczyć coś ciekawego. Wystarczy nawet rower czy kilka złotych na pociąg.

5. Spędź czas z bliskimi.
Jeden przychodzi, drugi wychodzi. Witamy się w biegu, a wieczorami nie specjalnie jest jakakolwiek ochota na to aby porozmawiać. Coś wam to mówi? Wakacje to dobry czas aby spędzić trochę czasu z rodziną i przyjaciółmi. Postawcie namiot, wyskoczcie na lody czy zagrajcie w coś. Reszta zrobi się sama ;)

6. Ciesz się!
A przede wszystkim złap trochę oddechu. Odpoczynek jest równie ważny jak wszystko inne. Żadne auto nie pojedzie bez naładowanych akumulatorów. Dlatego warto poświęcić trochę czasu na relaks nie tyle fizyczny co psychiczny.


sobota, 4 lipca 2015

Dziecinna zabawa

W obecnych czasach coraz częściej słyszy się hasła krytykujące dzisiejsze młode pokolenie. I faktycznie, jeśli się nad tym zastanowić to może jest w nich trochę prawdy. Ja, uznając się za osobę należącą do dość niskiej grupy wiekowej, ze zgrozą patrzę na to co dzieje się z niewiele młodszymi rocznikami. Zainteresowanie środkami odurzającymi już w podstawówce, 15 latki wyglądające na co najmniej 5 lat starsze, imprezy, późne powroty... i tego typu rzeczy. Wszystko to sprawia, że coraz częściej zastanawiam się nad tym co powoduje, że za wszelką cenę chcemy wyglądać dorosło. Pytanie tylko czy aby na pewno to my sami odbieramy sobie dzieciństwo? Czy zachowanie młodych ludzi nie jest zwyczajnie próbą dostosowania się i jakąś formą samoobrony?

W społeczeństwie pełnym ambicji, wygórowanych oczekiwań, pogoni za pieniądzem i materialnymi marzeniami nie ma miejsca na dziecięcą zabawę. Od momentu naszego pojawienia się na świecie stawiane są nam oczekiwania " Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka/chłopiec". Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak wraz z pojawieniem się pierwszych oznak intelektu. Wysyłają nas na zajęcia językowe, taneczne, uczą grać na różnych instrumentach, ubierają w ładne ubrania...
Przecież musimy mieć zapewnioną godną przyszłość, a przede wszystkim trzeba się popisać tym "jakie mam zdolne dziecko" przed znajomymi. Potem dobra szkoła, studia, dobrze płatna praca. A w tym wszystkim konieczność podejmowania dorosłych decyzji decydujących o przyszłości. Jak zatem można winić gimnazjalistkę która "nagle poczuła się dorosła" o nieodpowiednie zachowanie, jednocześnie zmuszając ją do tego aby była dorosła.

Nie próbuję oczywiście usprawiedliwić nieodpowiedzialnego zachowania wielu nastolatków.
No, przynajmniej nie do końca. Zwracam tylko uwagę, że każdy skutek ma jakąś przyczynę. I jeśli zauważamy, że pewne zachowania się zmieniły to warto również zastanowić się nad tym co je spowodowało. Oczywiście, logicznym jest to, że niektórzy radzą sobie w tym zwariowanym świecie trochę lepiej. Ale czy to oznacza, że jeśli 1 na 10 osób przeżyje jazdę rozpędzonym do 200 km/h samochodem to zagrożenie nie istnieje?