sobota, 11 lipca 2015

Prawie jak w domu, czyli melodie pod namiotem

Festiwale to nie tylko słynny Opener czy Orange Warsaw. Wiadomo, że na pewno bym im nie odmówiła. Jednak, jak to mówią 'z braku laku dobry kit'. Dlatego zgodnie z mantrą 'w końcu są wakacje' postanowiłam wyruszyć na spontaniczną wycieczkę. Uzbrojona w koc, namiot i szczoteczkę do zębów dałam się wsadzić w pociąg. Kierunek Lubiąż i Slot Art Festival. Warsztaty, inspirujący ludzie i muzyka w otoczeniu murów starego klasztoru. Czego chcieć więcej?




Nie będę jednak oszukiwać, że sam festiwal był tym na czym zależało mi najbardziej. Bez wstydu przyznaję, że do podróży przekonało mnie (poza pewną szaloną fan girl) najoryginalniejsze polskie trio muzyczne. Domowe Melodie. Zespół, który kilkakrotnie przewinął się w moim życiu za sprawą moich znajomych. Jednak ostatnio dziwnym zbiegiem okoliczności postanowiłam zabrać się do przesłuchania ich utworów. Nie wiedziałam jednak, że wpadnę po uszy. Wszystkich, których nie przeraża skumulowany smutek, radość, kreatywność, multum instrumentów i orgazm słuchowy, odsyłam do głośników. Przecież doznań nie da się opisać słowami.



1 komentarz: