sobota, 4 lipca 2015

Dziecinna zabawa

W obecnych czasach coraz częściej słyszy się hasła krytykujące dzisiejsze młode pokolenie. I faktycznie, jeśli się nad tym zastanowić to może jest w nich trochę prawdy. Ja, uznając się za osobę należącą do dość niskiej grupy wiekowej, ze zgrozą patrzę na to co dzieje się z niewiele młodszymi rocznikami. Zainteresowanie środkami odurzającymi już w podstawówce, 15 latki wyglądające na co najmniej 5 lat starsze, imprezy, późne powroty... i tego typu rzeczy. Wszystko to sprawia, że coraz częściej zastanawiam się nad tym co powoduje, że za wszelką cenę chcemy wyglądać dorosło. Pytanie tylko czy aby na pewno to my sami odbieramy sobie dzieciństwo? Czy zachowanie młodych ludzi nie jest zwyczajnie próbą dostosowania się i jakąś formą samoobrony?

W społeczeństwie pełnym ambicji, wygórowanych oczekiwań, pogoni za pieniądzem i materialnymi marzeniami nie ma miejsca na dziecięcą zabawę. Od momentu naszego pojawienia się na świecie stawiane są nam oczekiwania " Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka/chłopiec". Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak wraz z pojawieniem się pierwszych oznak intelektu. Wysyłają nas na zajęcia językowe, taneczne, uczą grać na różnych instrumentach, ubierają w ładne ubrania...
Przecież musimy mieć zapewnioną godną przyszłość, a przede wszystkim trzeba się popisać tym "jakie mam zdolne dziecko" przed znajomymi. Potem dobra szkoła, studia, dobrze płatna praca. A w tym wszystkim konieczność podejmowania dorosłych decyzji decydujących o przyszłości. Jak zatem można winić gimnazjalistkę która "nagle poczuła się dorosła" o nieodpowiednie zachowanie, jednocześnie zmuszając ją do tego aby była dorosła.

Nie próbuję oczywiście usprawiedliwić nieodpowiedzialnego zachowania wielu nastolatków.
No, przynajmniej nie do końca. Zwracam tylko uwagę, że każdy skutek ma jakąś przyczynę. I jeśli zauważamy, że pewne zachowania się zmieniły to warto również zastanowić się nad tym co je spowodowało. Oczywiście, logicznym jest to, że niektórzy radzą sobie w tym zwariowanym świecie trochę lepiej. Ale czy to oznacza, że jeśli 1 na 10 osób przeżyje jazdę rozpędzonym do 200 km/h samochodem to zagrożenie nie istnieje?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz